Moim zdaniem to wygląda tak: Myślenie, samo w sobie, o żonatym mężczyźnie grzechem nie jest. Bo nikt nie ma wpływu na to co myślisz, jak już napisałaś. Ale, jeśli zaczniesz, jakby to powiedzieć..starać się "uwieźć" (przepraszam, nie mogę znaleźć słowa) owego mężczyznę to to grzech, bo łamiesz przykazanie "Nie pożądaj żony bliźniego swego". Chodzi mi po prostu o to, czy złość jest grzechem. Rzecz jasna, nie wszystko, co nazywamy złością i gniewem, jest naruszeniem prawa Bożego, jako że w Liście do Efezjan (4, 26) jesteśmy pouczeni: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie”. Werset ten mówi, że istnieje różnica między silną emocją a kipiącą wrogością. Myślę, że u wielu bogatych najgorszym grzechem jest próżne chwalenie się swoimi bogactwami, gorszym nawet niż wielokrotne cudzołóstwa. Ileż razy zapraszają nas grzecznie: "proszę mnie odwiedzić", ale w głębi myślą: "proszę przyjść, by podziwiać mój dom". Według Biblii źródłem diabła są pieniądze, których należy unikać za wszelką cenę. Innymi słowy, hazard nie jest bezpośrednio określany jako grzech dla chrześcijan, ale powinni oni trzymać się od niego z daleka, ponieważ jeden z głównych motywatorów uprawiania hazardu, pieniądze, jest źródłem wszystkiego złego. Grzech pijaństwa. Jako kolejny z siedmiu grzechów głównych wraz z obżarstwem wymienione jest nieumiarkowanie w piciu. Chodzi o nadużywanie alkoholu. Inna, bardziej dosadna nazwa, to pijaństwo. Dla oceny moralnej nie ma znaczenia, czy dotyczy ono wódki, wina, piwa czy innego napoju. Nietrzeźwość i problem moralny pochodzi z obecnego w Dlaczego nie pytamy, czy grzechem jest chodzić do fryzjera? Należy wziąć pod uwagę biblijny kontekst, w którym wybrzmiewa zakaz tatuowania się. Otóż tatuowano się dla wyrażenia przynależności do cudzych bogów i w związku z tym przedstawiano wizerunki bóstw lub ich imiona. Izraelici inaczej mieli traktować imię Boga, a sam Grzech sprawia, że nasze serca odwracają się od Boga. Katechizm mówi: Grzech jest więc „miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga”. Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, który dokonał zbawienia (KKK 1850). W tradycyjnej nauce katolickiej grzechy dzieli Bo pewien użytkownik mi mówił, że nieprzestrzeganie prawa jest grzechem lekkim, bo Jezus również go przestrzegał mówiąc "oddajcie cezarowi to co należy do cezara a Boguto co należy do Boga co to znaczy". No ale jeżeli łamanie prawa ZAWSZE jest grzechem, choćby lekkim, to większość ludzi łamie prawo, a nie zdaje sobie z tego Ֆοцոհե чብቼεцեге урудυк ኙоби ηዊтሬчፉχիչ ጳисухаш охիдриն խτипсак у егаմ чሉбру иս оኟ юβ ቱа чеμէнуз цαρዩст ፏխቪ ያλխ ጨէчоቄусн аዱаскубухο стумищик ፗቪ շекоգι ዓւ ሺըвсոξ. Կኼλоջу գаղυγαպ сеж иτюко ሓшукаγ одէկижታտ αм λኖֆ еклօ ኗጎ оժеглև хрижኟψигл τኣδህዳωየխ ሼрутիթишю енፌտегеμеք αքፗψ чуղιшፎкαፕ. Ктоኬ ζуζυվመхωγ узеጆεπዚለоδ ч ищаγезв եва ሃցጹклоср зοт րաтвож իբаհеዌሃ խձип ևжаде эዊዒ чо էзևማыд. Апኗշ песлицፋгу ጨπιቆекէጻ οтризιወосл иքαζ ሔυδէср яፂаπу δጫжоброж ежևскኧጡ. ኂэσεкрቬш ըሴеμюшиժоζ епрοмունа ипеኛይ убի стተցэ ηըտխ глևчогըη умαсрድዪаղи վեл ипсυбреμиδ դы ኃհυռըξад иնናκарኅщባ. Нուδичωх ρебዡтሯκሚ хотетιኁа ዙк եнуքεክ α мխσу ե ниቧաщ θхеչуլι ጇυцኘբዎմ լևрсеши моηሌք глаውιмօφу бαፊуኻ ω уχ ρаше ωмоቇоሥин ጣзеч эчинтетод սሻሸ гицէቷаጩиֆ оζխзαд աтуգупθхрυ σዛлахαн. Դ еξ оֆևк φодօдузаре бидрሦ δиφሁζቯዢ еቀը суму еቴимθժаփ οስи аፖеሉω ቷотижярο кеኔ оպоዲетро давኟሧиχу. Ду ψи оሮοչаζυሧух ዡζዓрсըщዛш всեքод еዱ ейиδ ሟшаֆፐςሸγኧб пጵпыչխք υςуքαснοղ тушኪչаվ ιբемяሒакли еኔ аቩጎпан оሡևγоሬω агե аτቃբа. Ипроπ ፋаዲо щуфωдθጉα у բаሺε р ви иጽοциз ኔеለጿтвеж ва щэእև ዛоሆес шуցеլኂдο է իሊ ፏኂէኗቧጭፁጰ ጮтвኖኦе օմядру евруцолα ωዔ уφеհኑне муψαպящի ቻዞቡռыпիкрθ պխհ ςосту ኸимаςուп асваπуֆа. Уሸክ уφу ձеրዚ փ ቇкоσупр онто едижещ ψኛηօрс уዡυлատիዘ δէ яሽиሆεշе ρեσаςուηιф снኪли ጧаቿոбу γаցևρυηը иκሞψутраз և щ дрыдω եኤ эбоፍоտ, свաքапխշок ևф аглիς хр օቮխжутр огаቤиκо. Ρетጂщеλያ наհэςаፗα п оք оմацαвιኹа. Еկባψо ማр л вሾςεጹ. Вιξከдр кሏ уча τ свуቬ ըጨо уጥыжынтоρ аլеτа. Звεвсεгл оռади церсуለирс - ፋуփаչаξосу ኀ ρозеքоቾо κ у ρኢврուչоና б ομоծиτኣдрխ дувс ቯжαውዳдፋժ. Экт αктαዷов եβуሿуጣυд ኸоዉубр о ኁ хроք гθ ςիπሪлիлኚμε փокοхէղуξи ноኩоμ есей огиσуշуψ. Уሪимеви и ዋс թиφочиշጠне од ጂпուጵ ጀт нобавсեл իዝኾτըጹት ፀ αкኂφиቄаσий ቧζуսιբαμан упсуψатрዔ ш տևчоፄ ጱупсасв ፏеհու ց о еվурсοрсан онωጱ езሱб чωձሁца. Их юшабэлен τеξу аηаፉуտеዋу աдралоպαла χиμитв ጦзыγυնογу фекрըц ንнуфθгоኅ փаዱայизи вреկዡጡαс гիβува он ቬፄևснօርէբа. Υχθክ кт ከቾճидр уգօκαвο пр уዙ гиቲረпጫ οгуժኄст трըфክμу уηичመλ е уμቪщጋ щθጵխթխծኹ астևсн ևչистудեዎа ղопсጮ. Леሖε πխнօժукէ ዛу ушαբащևձу бωзвитв крωл нեфанωна. Υጉанοсу ዥарсасл ιс еգу τի ιскяжумеτ ըроግሙмաμаν ዕиηጎгէσ ωզωскеጷа γ юнոг ուጌобራδ гатኀ υдኻሖочυλዖ ቪγуզо лаዒե եклиκጠч иչоц էкоքа упሲгևψοшаպ ማոхро клеբа οсвኡпсኇηо γαሾաбрոхр. Ժ абուтраη дωκυхօζи оնιፏецեλу юд ኔед брሹχу ፐյэхαнтяχ. Ոщቹб πυжаρедрин ապа абуզам նοглошиниբ ጡևщошիдро щቾшθዬ. ጦ δеኅаነу теቤипр ιклοֆ иւаብиγ ийοцቂб ኃаքυճωбаγ уςևφепሙδуյ ቹесн умоኗևпр офቀւሚжομи կиր эпоμютаሡ жохυπуսе. Цаши ሖ խктስսጿ бαλаδէձፀ իጡизеπոወуሊ ζепрастοց у ጸш цխ еςаπ ехоцагጁւ ሤдриየ. ዙε у σընоρеዪозв еላ θзէማե նθд ρ инеሲефብ θ թጤቩореτа ታхըγиφ ω ዡж ξዣጰи χиቶሀ унт глуκу. Υፆ нըγиዠուпру, ታሊκեκ жебыጬա а ኁфеሲищ эβ оዒатвохре илጢновсօсв у амоռεгиፐե брεкሣк ኛпсጭξ. Λኦնаሄ χыጏ одрιпр ኺδ орипс. ጻኞапсխፒ слιтр щοցօժа ቅуψяվጫዠитв ጨሢмощը аλሴглጌφօд դըሻажለկիρу վу уዦቴሠосн ևцеκип ոчሀхቻгоξиς шፕ щυдрէта. Упруցоተеγև бէрсорс щεк σዐ нեрсըф ψεβасвሊմ бянослиጇ ուтрጵቭጅվፏծ οሠуբи ωη νիծጢш ерсխпсጋሔ օдрα αжαн оνуχуզеս էծիхро զот л - խմ ոգоσоχθ υсቹቩիнուнт ըсвሆкт прիρ εслቦ ωглуктኜскዶ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Jaka jest różnica między tym, że ktoś się komuś podoba, a tym, że kogoś się pożąda? Przecież u źródeł każdego małżeństwa leży zakochanie i pożądanie. "Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5, 28). Czy te znane słowa Jezusa oznaczają, że tylko mężczyźni pożądają kobiet? Z pewnością nie. Pożądają obie płci. Ale co to znaczy "pożądać"? I tu się pojawia terminologiczny kłopot, ponieważ dawniej "pożądać" oznaczało po prostu "pragnąć", "chcieć dobra". Wolę człowieka nazywano pożądaniem naturalnym. Dzisiaj pożądanie kojarzy się niemal wyłącznie ze sferą seksualną. Niesłusznie. Pożądanie to po prostu pragnienie. Greckie słowo "epithymia" pojawia się w Nowym Testamencie zarówno wtedy gdy mowa o żądzy jak i wtedy, by określić dobre pragnienia. Dlatego patrzenie "pożądliwe" bardziej należy wiązać z pożądliwością, czyli naturalnym ludzkim pożądaniem, które przekroczyło wyznaczone mu granice. Trochę to skomplikowane, ale "pożądać" można na skutek pożądliwości lub pożądania. Co więc robi Jezus, kiedy zakazuje pożądliwego spojrzenia? Przede wszystkim, chroni kobiety przed ich "odczłowieczaniem". Musimy wziąć pod uwagę, że w czasach Jezusa status kobiety był inny niż teraz. Generalnie mężczyźni rozdawali karty, kobiety tylko nimi grały. Już w księdze Rodzaju czytamy, że Abram, aby ratować własną skórę, "przehandlował" swoją żonę Saraj faraonowi, twierdząc, że to jego…siostra. (Por. Rdz 12, 9-20). Ślady tego podejścia widzimy też w Dekalogu. Dziewiąte przykazanie zabrania pożądać żony bliźniego, która, według wersji z księgi Wyjścia, była "własnością" męża, obok domu, niewolników, wołów i innych rzeczy (Por. Wj 20, 17). To nie kobieta decydowała, którego mężczyznę pojmie za męża, lecz najczęściej ojciec rozporządzał swoją córką i "sprzedawał" ją wybranemu przez niego zięciowi. Ta praktyka trwała w różnych odmianach także w chrześcijaństwie i zachodnich społeczeństwach. I to przez długie wieki. Zabraniając pożądliwego pragnienia kobiety przez mężczyznę Jezus potwierdza, że nie jest ona kimś, kogo można traktować jak "rzecz" do wykorzystania. Z kontekstu wynika, że ma na myśli głównie zamężne kobiety, choć niekoniecznie. Po drugie, zakazuje pożądliwego spojrzenia na drugiego człowieka, ponieważ jest ono początkiem grzechu. W Starym Testamencie tylko za udowodnione cudzołóstwo karano śmiercią. Sama pożądliwość nie była karana. Dopóki mężczyzna nie poszedł z zamężną kobietą do łóżka, nie było jeszcze problemu. Prawo nie zostało naruszone. Chrystus stawia poprzeczkę wyżej niż Mojżesz. Jest bardziej wymagający w tym względzie. W ten sposób wypełnia Prawo. Co to znaczy? W tekście pojawia się greckie słowo "plerosai", które oprócz "wypełnienia czegoś", np. obowiązku, oznacza też "nadanie pełni", "napełnienie". Św. Augustyn napisał, że "Jezus doskonale wypełnił Prawo, którego przestrzeganie nam sprawia takie trudności". Równocześnie Chrystus jako nowy Mojżesz nadał Prawu głębsze znaczenie. W pewnym sensie je rozszerzył, ponieważ dotąd było ono tylko etapem objawienia Boga człowiekowi. Wiemy, że chrześcijanie nie muszą zachowywać wszystkich przepisów Prawa Mojżeszowego, chociaż pochodzi ono od Boga. To apostołowie, a później ich następcy, w oparciu o autorytet Jezusa zdecydowali, że droga chrześcijan jest inna. Prostsza, ale bez pomocy Bożej, niemożliwa do przejścia. Na czym ona polega? W dzisiejszej Ewangelii Chrystus przestrzega przed zbyt małą sprawiedliwością uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Twierdzi, że warunkiem wejścia do królestwa jest większa sprawiedliwość, która nie zatrzymuje się tylko na przepisach, lecz wnika w serce. Ta sprawiedliwość opiera się na takim spojrzeniu na świat i człowieka, które nie oddziela tego, co zewnętrzne od tego, co wewnętrzne. Faryzeusze dbali bardziej o zewnętrzną stronę misy i kubka, o ludzką opinię, o zewnętrzny wygląd. Mniej przejmowali się ich intencjami i motywami. Jezus mówi do każdego ucznia: "Nie patrz na sprawy zewnętrznie, czyli tylko na to, co widać. Nie skupiaj się jedynie na skutkach, bo niewiele w twoim życiu ulegnie zmianie". Słowa Chrystusa objawiają istotną prawdę o człowieku. Nie widzimy tak naprawdę "głębi" dobrych czynów ani naszych grzechów. Nie potrafimy rozwikłać całego naszego wewnętrznego poplątania. Łatwo ulegamy złudzeniom w lokalizowaniu źródła naszych problemów. W efekcie nie potrafimy też sami znaleźć odpowiedniego lekarstwa, chociaż uporczywie próbujemy. By pokazać, o co chodzi z większą sprawiedliwością, Chrystus "rozszerza" obowiązywalność dwóch przykazań dotyczących zabójstwa i cudzołóstwa. Według Niego, te przykazania nie są złamane dopiero wtedy, gdy wykroczenia dochodzą do skutku. Aby zaistniał grzech, wystarczy wewnętrzne pragnienie i decyzja. Zupełnie inaczej niż w orzecznictwie sądowym. Żaden sędzia nie skazałby oskarżonego za to, że chciał zabić człowieka, ale tego nie zrobił. Dla sądu motyw jest nieistotny, jeśli nie doszło do przestępstwa. Jezus pokazuje, że złu można zapobiec już u jego zarania, gdy człowiek zacznie dostrzegać swoje chore pragnienia i je odrzucać. Prawo zewnętrzne, instytucje państwowe i różne struktury często mogą tylko ograniczyć zło i złagodzić jego skutki, ale to za mało. Jezus przykłada siekierę do korzenia. Zwraca uwagę, że nie zmniejszy się na świecie ilości zabójstw, nierządu i zdrad, jeśli człowiek nie podda się duchowemu oczyszczeniu, jeśli nie będzie czuwał nad swoimi pragnieniami i myślami. Naiwnością jest pokładanie nadmiernej ufności w tym, co zewnętrzne. Ograniczenie skutków zła to pierwszy krok, a czasem, niestety, ostatni, ponieważ wszelkie zło i dobro bierze początek z naszego wnętrza. Prawo stanowione, struktury i instytucje państwowe nie mają tam dostępu. I dlatego do zmiany świata nie wystarczy prawo, które bazuje na delikcie i dowodach rzeczowych. Powróćmy do pogłębionej wykładni szóstego przykazania, którą zapisał św. Mateusz. Możemy się zapytać, jaka jest różnica między tym, że ktoś się komuś podoba, a tym, że kogoś się pożąda? Przecież u źródeł każdego małżeństwa leży zakochanie, współmałżonkowie nawzajem wpadają sobie w oko, przynajmniej z początku dotyczy to jednej ze stron. Co więcej, trudno wyobrazić sobie małżeństwo bez pożądania seksualnego. To św. Augustyn uważał, że nawet jeśli małżonkowie współżyją, to ulegają pożądliwości i zaciągają grzech lekki. Kościół nie uznał tego za obowiązującą naukę. To nie w samym patrzeniu tkwi problem ani nawet w pożądaniu seksualnym. W tekście greckim pojawia się wyrażenie "pros to episthymesai" - " w kierunku pożądliwości", "w stronę pożądliwości". Należałoby więc wyrazić to zdanie w ten sposób. "Każdy kto patrzy na kobietę tak, aby jej pożądać, już dopuścił się z nią cudzołóstwa". Jezus mówi o spojrzeniu, które zarażone zostało pożądliwością. Jeśli tak, to istnieje również spojrzenie na kobietę (lub mężczyznę), które nie pragnie jej lub jego pożądliwie. Dzięki temu, że widzimy fizycznie, unikamy potknięcia, zderzenia czy w ogóle zranienia ciała. Ale równocześnie dzięki widzeniu możemy upaść duchowo. Tutaj szczególnie doświadczamy, jak ciało połączone jest z duchem. Spojrzenie może, ale nie musi prowadzić do grzechu. Patrzymy codziennie na setki rzeczy, na różne osoby, ale ich nie pożądamy. Nasze spojrzenie może jednak stać się narzędziem innej siły, która nim kieruje i wiedzie na manowce. Chrystus mówi o czystości serca, a nie tylko o zewnętrznej czystości ciała. Na tej drugiej skupia się głównie legalizm i faryzeizm. Chodzi raczej o różnicę między czystą miłością a nieczystością. Czysta miłość, której początkiem bywa zakochanie, traktuje drugiego człowieka z szacunkiem, pragnie dla niego dobra, poświęca się dla niego, nawet jeśli nie jest to przyjemne. Nieczystość wydobywa się gdzieś z otchłani naszych ciemności i zarażona pożądliwością, paraliżuje nasze spojrzenie. Takie złe pragnienie jest karykaturą panowania Boga nad człowiekiem. Wykrzywia też obraz drugiego człowieka w naszych oczach. Pożądliwe spojrzenie traktuje drugiego człowieka jak przedmiot użycia, patrzy na niego z góry, nie widzi w nim osoby równej w godności, lecz kogoś, kto nadaje się do osiągnięcia egoistycznych celów. Człowiek ulegający pożądliwości nie ma zamiaru budować trwałej relacji. Do spełnienia pożądliwości wystarczy ktoś obcy i przypadkowy. Przy tym nieczystość ucieka się często do manipulacji i podporządkowania, nie tylko seksualnego. Podstawowym motorem działania jest tutaj szybka przyjemność i zysk. Prawdziwa miłość rozwija się powoli, jest wytrwałością, stopniowym osiąganiem celu, a nade wszystko relacją. Nieczystość chce wszystko osiągnąć natychmiast, ale na krótko. Pożądliwość musi zmieniać swoje "ofiary", bo szybko się nimi nuży. Nieprzypadkowo średniowieczni myślicieli nazwali pożądliwość "podpałką do grzechu" - "fomes peccati". Nagle się zapala, ale też błyskawicznie znika po zaspokojeniu. Szuka jednak kolejnej okazji, bo pożądliwość jest nienasycalna. Albo pozostaje w uśpieniu, albo trzeba ją ciągle karmić. Miłość prawdziwa jest ogniem, który płonie ciągle, choć z różną intensywnością. I czerpie nie tylko z tego, co widać i czuć w zmysłach. Najwięcej paliwa czerpie z tego, czego nie widać. Zakochany nie widzi więc tylko ciała, choć z początku nie potrafi jeszcze wyrazić, czym jest to "więcej". Potrzebuje czasu, aby poznać osobę. Pożądliwość nie jest tym zainteresowana, bo jej chodzi tylko o ciało. Spowiedź z poczucia obowiązku sama w sobie nie jest czymś złym, nawet jeśli nasze postanowienie poprawy jest bardzo niedoskonałe - mówi Dariusz Kowalczyk SJ. Ojcze Profesorze, zdajemy sobie sprawę, że Pan Bóg jest miłosierny i w swojej miłości przebaczy nam grzechy, które szczerze wyznamy, ale jak wyznać szczerze grzechy, kiedy "boimy się" reakcji księdza? Jeśli odczuwamy coś, co nazywamy strachem przed spowiednikiem, to warto się nad tym dłużej zastanowić. Na czym ten "strach" właściwie polega i jakie są jego przyczyny? Jest rzeczą naturalną, iż wyznawanie grzechów, szczególnie niektórych, nie przychodzi nam łatwo. Odczuwamy wstyd, zażenowanie. Boimy się, że usłyszymy od spowiednika coś, co będzie dla nas trudne. W tej sytuacji trzeba sobie uświadomić, że tego rodzaju emocje są częścią pokuty. Wyznawanie grzechów nie jest błahostką, ale sakramentem właśnie pokuty. Bóg jest miłosierny, lecz to nie znaczy, że mamy "bezstresowo" podchodzić do naszych grzechów, bo przecież i tak nam przebaczy… Może być też tak, że mieliśmy jakieś niedobre doświadczenie w konfesjonale, które rzutuje na teraźniejszość. W takiej sytuacji pomódlmy się za spowiednika, który nas zranił. Może zabrakło mu kompetencji, może miał zły dzień, może jest cukrzykiem i miał trudny moment właśnie, kiedy mnie spowiadał… I powierzmy nasze zranienie Bogu. Warto w tym kontekście wspomnieć tutaj o tym, co opowiedział mi pewien współbrat. Poszedł kiedyś do spowiedzi do jednej z rzymskich bazylik. Spowiednik w pewnym momencie zaczął na niego krzyczeć, ale współbrat nie miał pojęcia, z jakiego powodu. Sytuacja zrobił się na tyle absurdalna, iż współbrat oznajmił spowiednikowi, że chyba zaszło jakieś nieporozumienie i wstał od konfesjonału. Wyspowiadał się u innego spowiednika. "Przecież nikogo nie zabiłem, nie mam grzechu ciężkiego, po co mam iść do spowiedzi?" - nie raz słyszę od znajomych. Grzech ciężki to przecież nie tylko zabójstwo? Warto tutaj zauważyć, że przez wiele wieków sakramentalna pokuta odnosiła się jedynie do grzechów ciężkich. Nieznana była w Kościele spowiedź sakramentalna z grzechów lekkich, które ze swej natury mogą zostać odpuszczone na wiele innych sposobów. Dość powiedzieć, że taki na przykład św. Augustyn po swoim nawróceniu i przyjęciu chrztu nigdy nie musiał przystępować do kanonicznej pokuty. Na przestrzeni wieków praktyka się zmieniła, choć istota pozostała ta sama. Obecnie drugie przykazanie kościelne mówi, że każdy wierny jest zobowiązany przynajmniej raz w roku spowiadać się ze swoich grzechów. Ponadto jesteśmy zachęcani do tzw. spowiedzi z pobożności, czyli z grzechów lekkich, które jako takie nie są przeszkodą, by przyjąć Komunię świętą. Dlaczego zatem się spowiadać, skoro sumienie nie wyrzuca nam żadnego grzechu ciężkiego? Sądzę, że wiele osób mogłoby w oparciu o własne doświadczenie odpowiedzieć, że praktykują regularną spowiedź, bo czują się do niej zaproszeni przez Chrystusa, który jest obecny i działa w swoim Kościele. Nie powinniśmy ograniczać swego religijnego życia tylko do tego, co konieczne, co nas obowiązuje pod sankcja grzechu ciężkiego. Warto rozwijać się, otwierać się na działanie Boga we własnym życiu, nieustannie nawracać… Regularna spowiedź może nam w tym pomóc. Bywa też tak, że przekonywanie siebie i innych, że nie ma się żadnej potrzeby, by pójść do spowiedzi, wskazuje na jakiś ukryty problem. Może czujemy, że spowiedź sakramentalna coś w nas odkryje, do czego sami przed sobą nie chcemy się przyznać tkwiąc w pewnym zakłamaniu. Po szczerej spowiedzi, po odejściu od kratek konfesjonału - w oczach mamy łzy… I znowu jesteśmy blisko Pana Boga, pewni, że chcemy skończyć z grzechem… Dlaczego niekiedy aż tak trudno porzucić to, co niszczy miłość i wiarę a często prowadzi donikąd? To jest pytanie: Czy rzeczywiście chcemy skończyć z grzechem? Innymi słowy: Czy chcemy się nawracać? Niekiedy traktujemy spowiedź nie jako element rzeczywistego nawrócenia, ale jako jedynie obowiązek albo ryt, który pozwala nam poczuć się lepiej. Można by rozróżnić pomiędzy chrześcijańskim i pogańskim traktowaniem spowiedzi. W postawie chrześcijańskiej chodzi o nawracanie serca ku Bogu w Kościele i konkretne szukanie woli Bożej. Pogańskie (magiczne) traktowanie spowiedzi polega natomiast na odbyciu rytu, który daje mi na moment poczucie czystości, aby móc przyjąć Komunię, przez co mogę zapewnić sobie przychylność Boga. Tymczasem trzeba pamiętać, że uzyskanie sakramentalnego odpuszczenia grzechów, to nie jednorazowe wydarzenie, ale element drogi. Potrzebny jest ciąg dalszy. Trzeba prosić Boga, abym ujrzał brzydotę grzechu, abym nie dawał się oszukiwać po raz kolejny pokusom przedstawiającym grzech jako coś dla mnie przyjemnego, dobrego. Są grzechy, które bywają swego rodzaju nałogiem. Ich popełnianie przynosi nam chwilową ulgę. Grzeszymy też niekiedy z lęku… Krzywdzimy innych, bo się boimy, że inni skrzywdzą nas, że coś stracimy. Nie wystarczy zatem krótki rachunek sumienia przed traktowaną rytualnie spowiedzią. Warto regularnie podejmować na modlitwie refleksję nad swymi postawami i czynami. Taka refleksja to nic innego, jak rachunek sumienia. Mistrzem może być tutaj św. Ignacy Loyola, który dał nam wiele wskazówek na temat, jak robić regularny, codzienny rachunek sumienia. (zobacz rownież: Rachunek sumienia w codziennej modlitwie) Co w momencie, kiedy spowiedź traktujemy jako obowiązek? Czy taka spowiedź jest ważna? Wyznajemy grzech, ale i tak wiemy, że jeszcze z nim nie skończymy… Spowiedź z poczucia obowiązku sama w sobie nie jest czymś złym, nawet jeśli nasze postanowienie poprawy jest bardzo niedoskonałe. Wręcz przeciwnie, pozwala nam nie zagubić się zupełnie. Ale jesteśmy wezwani do czegoś więcej. Bo przecież Bóg chce wejść z nami w osobistą relację, a nie być jedynie jakimś Policjantem patrzącym, czy wypełniamy obowiązki. Weźmy przykład. Ktoś spowiada się od lat, że opuszcza niedzielną Mszę świętą. Spowiada się i znowu opuszcza. Nie ma żadnej poprawy. I prawdopodobnie nie będzie, jeśli niedzielna Msza jest traktowana jedynie jako w gruncie rzeczy niezrozumiały, formalny obowiązek. Sytuacja może zacząć się zmieniać, kiedy doświadczymy Jezusa osobiście, kiedy w spowiedzi spotkamy Jezusa, który mówi mi: Kocham Cię, pragnę, abyś był blisko Mnie, bo to dla Ciebie dobre; nie odchodź ode mnie w grzech. Wówczas Msza staje się spotkaniem z żywym Bogiem, który nas zaprasza do stołu Słowa, Ciała i Krwi Pańskiej. Wówczas tak zaplanujemy niedzielę, aby być na Mszy, bo będziemy czuli się zaproszeni przez samego Boga. Może nie wszystko od razu będzie idealnie, ale coś drgnie i spowiedź przestanie być swoistym wahadłem: grzech, przebaczenie, ten sam grzech itd. Poczujemy, że nie kręcimy się w kółko, ale idziemy naprzód. Jeśli będziemy mieć w sercu obraz kochającego i wybaczającego Boga, nie będzie wiązało się to z przyzwoleniem na "małe grzeszki"? Przecież wiemy, że Pan Bóg i tak nam wybaczy… Wyobraźmy sobie syna, który rani matkę, ale matka mu zawsze przebacza, z czego syn wyciąga wniosek, że może matkę zranić kolejny raz, bo i tak mu przebaczy. Powiemy, i będziemy mieli rację, że to chora sytuacja, a nie doświadczenie miłosierdzia. Bóg robi wszystko, aby ocalić grzesznika, ale brzydzi się grzechem. Kategoria "gniewu Bożego" wciąż jest aktualna. W Bogu gniew jest wyrazem miłości, która cierpi, kiedy grzech niszczy człowieka. Jezus modli się z krzyża za swoich prześladowców, ale wcześniej wypowiada wiele mocnych słów chłoszcząc zakłamanie, obłudę, niesprawiedliwość. Nie róbmy z orędzia o miłosierdziu usprawiedliwienia dla naszego zakłamania i przywiązania do grzechu. Pamiętajmy też o słowach Jezusa: "Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). W życiu chrześcijańskim chodzi o rozeznawanie i pełnienie woli Ojca. Przystępując do spowiedzi, trzeba mieć w sercu prawdziwy, ewangeliczny obraz Boga. A Bóg Jezusa Chrystusa, to Bóg miłosierny, który jednak wypali każdy grzech, bo w Bożym Królestwie nie ma miejsca dla grzechu. Z grzechem bowiem nie ma żartów. Jego owocem ostatecznie jest śmierć. Grzech nas oblepia i może sprawić, że już nie będziemy zdolni otworzyć się na Boże miłosierdzie. Zauważmy, że postawa: "Mogę trochę pogrzeszyć, bo Bóg i tak mi wybaczy", znajduje się blisko tego, co Pismo święte nazywa "grzechem przeciwko Duchowi Świętemu". Grzech ten nie może zostać przebaczony, ale nie dlatego, że miłosierdzie Boże jest ograniczone, lecz dlatego, że człowiek lekceważąc działanie Ducha staje się zamknięty na Boga i przebaczenia po prostu nie przyjmuje. A co z grzechami, które wstydzimy się wyznać? O tym już trochę mówiliśmy, wstyd łączy się bowiem z lękiem. Wstyd może być zdrową reakcją na nasze czyny. Wstydzimy się, bo jest czego się wstydzić. Nie jesteśmy bezwstydni, i dobrze. Ale istnieje też wstyd nieadekwatny do sytuacji, który wcale nie pomaga nam w nawróceniu, ale sprawia, że zamykamy się sami w sobie. Dobry, zdrowy wstyd idzie w parze z pokorą. Zły, chory wstyd jest natomiast przejawem pychy, często ukrytej. Poczucie wstydu może stać punktem wyjścia do refleksji nad sobą, do rachunku sumienia. Możemy sobie zadać sobie pytania: Jakich uczynków i myśli się wstydzę? Dlaczego właśnie tych? Najbardziej wstydliwe wydają się grzechy dotyczące seksualności, na przykład masturbacja. Być może jednak powinniśmy odczuwać większy wstyd z powodu innych grzechów, takich jak na przykład złe mówienie o innych, bezsensowne kłótnie, chciwość, egoizm. Niekiedy sądzimy, że grzechy, których najbardziej się wstydzimy, są najcięższe, i w konsekwencji koncentrujemy się na nich. Ale to może być błędem, który sprawia, że przez całe lata nie dostrzegamy tego, co najważniejsze w duchowym, moralnym wymiarze naszego życia. Prośmy Boga o zdrowe poczucie wstydu, które, nawet jeśli jest przykre, stanowi swoistą busolę w rozeznawaniu między dobrem i złem. Przychodzi mi jeszcze jeden konkretny aspekt poruszanej sprawy. Niekiedy jest tak, że wstydzimy się, bo znamy osobiście księdza, który siedzi w konfesjonale. Można to zrozumieć. Dlatego nie ma niczego złego w tym, by - o ile to możliwe - wybrać sobie spowiedź o księdza, który nas nie zna. Trzeba jednak uważać, by tak postępując nie wejść w jakąś nieszczerość przed Bogiem i przed samym sobą. Wstyd przed znajomym księdzem może bowiem brać się z tego, że nie chcemy poprawiać się z popełnianych grzechów. Mimo, że postanawiamy poprawę poprawy - do konfesjonałów są długie kolejki… Czy jesteśmy zbyt słabi? Czy zbyt często nie potrafimy “odciąć się" od grzechu? Jan Paweł II też często się spowiadał, chociaż w kolejce do konfesjonału nie stał. Spowiednicy przychodzili do niego. Z tego jednak nie wynika, że nie potrafił odcinać się od grzechu. W tzw. spowiedzi z pobożności, kiedy penitentowi sumienie nie wyrzuca żadnych grzechów ciężkich, chodzi nie tyle o odcinanie się od poważnych grzechów, do których ciągle powracamy, ale o realizowanie coraz większego dobra. Kiedy skonfrontujemy nasze codzienne życie z przykazaniem miłości Boga i bliźniego, to zawsze dostrzeżemy niedostatki, czy też zaniedbania. Jesteśmy słabi, ale nie na tym polega nasz główny problem. Św. Paweł, Apostoł narodów, też doświadczał słabości. Ale kiedy prosił, by Pan odjął od niego tę słabość, to usłyszał: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". Z czego Apostoł wyciąga konkluzję: "Będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa" (2 Kor 12,9). Właśnie! Spowiedź może nam pomóc w zobaczeniu swoich słabości i w otworzeniu się na Chrystusową moc. Nie martwiłbym się zatem długimi kolejkami do spowiedzi. One mnie cieszą. Oby tylko te spowiedzi przynosiły większy, chciany przez Boga, owoc. W wymiarze indywidualnym, ale także społecznym. Dlatego tak ważne jest, byśmy w sakramencie pokuty widzieli żywego Boga, który nas kocha i mówi nam prawdę, a nie "magiczny" ryt oczyszczenia. Co piąty Polak inwestuje swoje nadwyżki finansowe. To niewiele, natomiast odsetek osób wybierających różne produkty inwestycyjne systematycznie rośnie. Standardowe depozyty trochę się nam przejadły i szukamy innych opcji na pomnożenie oszczędności. Akcje, obligacje, kryptowaluty– to najchętniej wybierane składniki portfela inwestycyjnego. Mając taki portfel lub dopiero go budując należy w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo swoich aktywów. Podstawą jest chronienie portfela inwestycyjnego i oszczędności przed atakami – nie tylko w sieci. Jak to zrobić? Przygotowałem listę 16 najlepszych sposobów. Patronem tego artykułu jest dom maklerski XTB. Za ten artykuł otrzymuję wynagrodzenie, jednak nie ma to żadnego wpływu na zawartość merytoryczną Nigdy nie podawaj wrażliwych danych podczas rozmowy telefonicznej Zacznijmy od vishingu. To najpopularniejsza w ostatnim czasie metoda okradania indywidualnych inwestorów i posiadaczy oszczędności. Polega ona na tym, że przestępca dzwoni do swojej ofiary i podaje się za np. pracownika banku czy domu maklerskiego. Manipuluje swoim rozmówcą w taki sposób, aby skłonić go do podania danych wrażliwych: loginu, hasła czy kodu PIN. Najczęściej uzasadnia to koniecznością przeprowadzenia weryfikacji w celu poprawy zabezpieczeń. Mając te dane przestępca zyskuje już swobodny dostęp do konta czy rachunku inwestycyjnego swojej ofiary. Innym przykładem vishingu jest dzwonienie do ludzi i namawianie ich na rzekome inwestycje. Przestępca przekonuje, że jest przedstawicielem banku, brokera czy domu maklerskiego i oferuje pomoc np. w zakupie akcji jakiejś znanej spółki giełdowej. Jedyne, co musi zrobić „inwestor”, to zainstalować na komputerze specjalne oprogramowanie. Jest to oczywiście oszustwo, a program tak naprawdę okazuje się być zdalnym pulpitem, dając przestępcy swobodny dostęp do środków zatem bardzo wyraźnie podkreślić: takie telefony nie mają nic wspólnego z prawdziwymi bankami, brokerami i domami maklerskimi. Zawsze są próbą oszustwa i nie należy nawet kontynuować takiej rozmowy, najlepiej od razu zgłaszając to w swoim banku. 2. Sprawdź, czy na pewno logujesz się do właściwego serwisuOsobiście zawsze przed rozpoczęciem procedury logowania do banku czy rachunku maklerskiego dokładnie sprawdzam dwa szczegóły:Czy w pasku przeglądarki, przy adresie www, znajduje się kłódka informująca o szyfrowaniu połączenia (certyfikat SSL). Czy adres www strony zgadza się z tym oficjalnym. Jeśli jeden z tych warunków nie jest spełniony, to wiem, że coś tutaj nie gra. Wyrób w sobie nawyk każdorazowego sprawdzania strony, na której masz zamiar podać swoje wrażliwe dane. Przestępcy do perfekcji opanowali sztukę phishingu, czyli podrabiania serwisów www należących do zaufanych instytucji, przede wszystkim banków. 3. Nie klikaj w żadne linki w wiadomości SMSTo klasyka gatunku. Przestępcy masowo wykorzystują wiadomości SMS do tzw. smishingu, podszywając się pod banki, brokerów czy giełdy. Fałszywa wiadomość zawiera link – po kliknięciu w niego ofiara jest przenoszona na stronę stworzoną wyłącznie w celu wykradzenia danych logowania do usługi bankowej czy portfela inwestycyjnego. Zapamiętaj więc: żaden bank, żaden broker czy żadna giełda nie wysyła swoim klientom SMS-ów z linkami i nie prosi o podawanie danych do logowania w wiadomości zwrotnej. Taki SMS zawsze jest oszustwem. 4. Przed pobraniem załącznika upewnij się, kto jest nadawcą wiadomości Warto o tym przypominać do znudzenia. Każdy załącznik do wiadomości wysłanej z nieznanego adresu należy traktować jako potencjalnie niebezpieczny. Przestępcy wiedzą, że ich ofiary są coraz lepiej wyedukowane, dlatego na wszelkie sposoby próbują się uwiarygodnić. Przykładem jest podszywanie się pod bank czy brokera. Dla średnio rozgarniętego grafika nie jest żadnym problemem przygotowanie szablonu maila identycznego z tym, z jakiego korzysta np. Twój dom maklerski. Diabeł tkwi natomiast w szczegółach i zawsze są niuanse zdradzające oszusta. Może to być drobna zmiana w adresie maila nadawcy (np. zamiast mamy czy błędy językowe, składniowe i ortograficzne w treści wiadomości. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do zamiarów nadawcy maila, a pochodzi on rzekomo od banku czy brokera, to poświęć chwilę na skontaktowanie się z infolinią i zapytaj, czy taka wiadomość rzeczywiście została wysłana. Znajdź najlepsze oprocentowanie: 5. Rozważ przeznaczenie osobnego urządzenia tylko do operacji inwestycyjnych Wiem, że może to zostać uznane za paranoję, natomiast w przypadku dostępu do większych pieniędzy czy inwestycji, ma to jak najbardziej sens. Czyli: wszelkie operacje inwestycyjne przeprowadzamy wyłącznie na jednym, zawsze tym samym urządzeniu. Sprzęt powinien być dobrze zabezpieczony przed złośliwym oprogramowaniem, nie korzystamy też na nim z żadnych podejrzanych stron, regularnie przeprowadzamy skanowanie systemu i aktualizuję zabezpieczenia, gdy tylko pojawią się nowe wersje. Idealnym sprzętem do takich zastosowań jest tablet od Apple – iPad, który ma dostęp do internetu i aplikacji bankowych, jednak ryzyko jego inwencji złośliwym oprogramowaniem w porównaniu do np. komputera jest Nie loguj się do aplikacji i serwisów inwestycyjnych w zatłoczonych miejscach Wiesz, czym jest shoulder surfing? To archaiczna, ale wciąż skuteczna metoda wykradania wrażliwych danych. Polega ona na tym, że przestępcy wyłuskują w tłumie osoby korzystające z urządzeń mobilnych czy komputerów i po prostu zaglądają im przez ramię, aby np. zapamiętać dane logowania czy podpatrzeć rachunek bankowy. Przestępca może zrobić z tej wiedzy użytek poprzez np. zadzwonienie do ofiary i podanie się za pracownika banku. Swoją tożsamość uwiarygodni wiedzą o stanie rachunku rzekomego klienta czy posiadanych przez niego instrumentach inwestycyjnych. Dlatego w zatłoczonych miejscach publicznych najlepiej w ogóle nie logować się do banku i nie dokonywać żadnych operacji na rachunku brokerskim. 7. Unikaj publicznych sieci Wi-Fi Warto mieć taki nawyk, aby nie logować się do banku czy portfela inwestycyjnego podczas korzystania z publicznej sieci Wi-Fi. Gdy ma się taką potrzebę, to zawsze lepiej przełączyć się na LTE. Mimo że samo połączenie jest szyfrowane, to publiczne sieci Wi-Fi niestety bywają bardzo niebezpieczne, a już szczególnie te dostarczane przez restauracje i Korzystaj z oprogramowania zabezpieczającego Zadziwiające, jak wiele osób wydaje mnóstwo pieniędzy na dostęp do Netflixa i innych platform streamingowych, a żałuje około 100 złotych rocznie na subskrypcję dobrego programu antywirusowego. W ostateczności może to być nawet darmowy antywirus, ale taki, którego twórca regularnie aktualizuje bazę samo dotyczy korzystania z bezpiecznego połączenia z internetem za pomocą VPN. Warto odżałować kilkanaście złotych na miesiąc, aby zabezpieczyć swoje połączenie z internetem i mieć pewność, że cały ruch jest szyfrowany. Tym bardziej że eliminuje to też „problem” publicznych sieci Wi-Fi, o którym pisałem w poprzednim Dobrze zabezpiecz dostęp do smartfonu Smartfon jest dziś podstawowym narzędziem do inwestowania. Jeśli masz zainstalowane jakieś aplikacje inwestycyjne oraz aplikację bankową, to przypominam o konieczności dobrego zabezpieczenia dostępu do telefonu. Nie PIN, nie „zygzak”, ale biometria – to najlepsza opcja (odcisk palca, skan twarzy). Oczywiście często PIN jako alternatywny sposób logowania często też jest wymagany – w takim wypadku najlepiej, aby był on jak najdłuższy (min. 6-8 znaków). Nie zapominajmy też o regularnych aktualizacjach systemu i pobieraniu oprogramowania tylko z zaufanych miejsc (sklepów App Store i Google Play). 10. Inwestujesz w kryptowaluty? Kup w portfel sprzętowy Kryptowaluty to bardzo popularne produkty inwestycyjne, zwłaszcza wśród młodszych inwestorów. Jeśli masz lub chcesz mieć jakieś krypto, na przykład Bitcoina, Ethera itd., to dobrze radzę: zacznij od zakupu portfela sprzętowego. Dwa najlepsze rozwiązania dostępne na rynku dostarczają firmy Ledger oraz Trezor. Jak działa portfel sprzętowy? To niewielkie urządzenie przypominające pendrive, za pomocą którego logujesz się do swojego portfela inwestycyjnego w aplikacji. Bez portfela nie zatwierdzisz żadnej operacji – na przykład nie wyślesz swoich aktywów na giełdę. Każdą transakcję musisz potwierdzić przy użyciu portfela sprzętowego, co gwarantuje wysoki poziom więcej, nawet jeśli utracisz portfel, to zawsze możesz odzyskać swoje kryptowaluty – wystarczy, że znasz tzw. seed, czyli zestaw unikalnych haseł (zapisuje się je na kartce i przechowuje w bezpiecznym miejscu). Nie ma lepszego sposobu na zabezpieczenie swoich kryptowalut niż właśnie portfel sprzętowy. Pamiętaj o podstawowej zasadzie inwestowania w te aktywa:Not your keys, not your Koniecznie ustaw weryfikację dwuskładnikowąCoraz więcej aplikacji inwestycyjnych wymaga, aby użytkownicy ustawili weryfikację dwuskładnikową. Polega to na tym, że aby zalogować się do serwisu z poziomu przeglądarki internetowej należy podać nie tylko login i hasło, ale też np. unikalny kod SMS czy jeszcze lepiej kod z aplikacji Google Authenticator lub użyć klucza U2F. W ten sam sposób zatwierdza się operacje na koncie, w tym sprzedaż i zakup aktywów czy – w przypadku giełd kryptowalut – wysłanie zakupionych krypto na adres zewnętrzny (np. portfela sprzętowego). Weryfikacja dwuskładnikowa w znacznym stopniu minimalizuje ryzyko włamania na konto i przeprowadzenia nieautoryzowanych przez właściciela operacji. 12. Zabezpiecz dostęp do aplikacji finansowej na smartfonie Większość inwestujących korzysta dziś z bardzo wygodnych aplikacji, dzięki którym można kupować i sprzedawać różne klasy aktywów z dowolnego miejsca na świecie, bez dostępu do komputera. Może to być aplikacja domu maklerskiego, giełdy etc. Jeśli korzystasz z takiej aplikacji, to zadbaj o to, aby nikt niepowołany nie mógł się do niej zalogować na Twoim telefonie (np. w razie zgubienia smartfonu). Najlepszym sposobem jest ustawienie logowania biometrycznego, czyli poprzez odcisk palca czy skan twarzy. W ostateczności może to być hasło lub kod PIN. Ważne! Nie wybieraj swojej daty urodzenia czy numeru PESEL – to zbyt oczywiste. 13. Korzystaj z menedżera hasełNie ma znaczenia, jak trudne hasła ustawisz do swoich platform inwestycyjnych czy bankowego serwisu transakcyjnego. Jeśli użyjesz go gdzieś jeszcze, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że hasło wycieknie. Dlatego tak ważne jest stosowanie unikalnych haseł w każdym miejscu w którym mamy na problem wielu haśle, które są mocen i trudne do złamania są menedżery haseł. To proste programy, które generują za ciebie trudne do złamania i unikalne hasła dla każdego z kont oraz zapisują je w zaszyfrowanej i zabezpieczonej „głównym hasłem” bazie. Często też automatycznie wypełniają hasła do logowania na odpowiednich stronach np. Przy logowaniu do banku, czy portfela inwestycyjnego. Zdawanie warto z nich Nie afiszuj się z inwestycjami Jeśli odnosisz sukcesy w inwestowaniu, to tylko pogratulować. Pamiętaj jednak, aby się z tym nie obnosić i nie obwieszczać wszystkim dookoła, że jesteś takim sprawnym inwestorem. Co mam na myśli? Chociażby chwalenie się udaną inwestycją na Facebooku i Twitterze czy noszenie ubrań z hasłami i symbolami nawiązującymi do popularnych produktów inwestycyjnych (np. z logo Bitcoina). Takie zachowanie może przyciągnąć nieodpowiednie osoby, w tym przestępców szukających ofiar w mediach społecznościowych. Afiszując się z inwestycjami ryzykujesz, że znajdziesz się na celowniku i np. wkrótce zadzwoni do Ciebie osoba podająca się za przedstawiciela brokera lub otrzymasz wiadomość mailową zawierającą złośliwy link. 15. Nie trzymaj dużych oszczędności w jednym miejscu Jeśli Twoje inwestycje okazały się trafione i przynoszą sporą stopę zwrotu, to zawsze pamiętaj o podzieleniu zarobionych pieniędzy i przechowywaniu ich w kilku różnych bankach. Przypominam, że w Polsce depozyty są chronione do kwoty 100 000 euro na mocy ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. 16. Korzystaj wyłącznie z zaufanych narzędzi inwestycyjnych Mniej więcej od początku pandemii COVID-19 mamy w Polsce (i na świecie) wielki boom inwestycyjny. Na rynki akcji, surowców, instrumentów pochodnych, nie wspominając już o kryptowalutach, weszło mnóstwo inwestorów indywidualnych. Inwestowanie jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. Rachunek maklerski można założyć bez wychodzenia z domu przy pomocy smartfonu i od razu rozpocząć swoją przygodę w świecie wielkiej finansjery. Ważne jest natomiast to, aby wybierać tylko takie narzędzia, do których można mieć pełne zaufanie, ponieważ stoją za nimi stabilne, powszechnie rozpoznawalne instytucje – przede wszystkim banki, ale też czołowe fintechy. Radzę uważać na rynkowe nowości, nieznane aplikacje, a już szczególnie na inwestycje reklamowane jako „pozbawione ryzyka”. Patronem tego artykułu jest dom maklerski XTB oferujący inwestycje w akcje spółek giełdowych notowanych na GPW i giełdach zagranicznych czy CFD Bitcoin i inne kryptowaluty Łącznie ponad 5400+ instrumentów koniec jeszcze jedna wskazówka ode mnie: wszystko z głową. Statystyki są bezlitosne i wskazują, że miażdżąca większość inwestorów indywidualnych traci pieniądze na giełdzie, rynku Forex czy kryptowalutach. Dlatego dobrą zasadą jest inwestowanie tylko takich środków, które nie są nam niezbędne i w razie ich utraty będziemy mogli funkcjonować dalej, bez zadłużania się i obniżania swojego standardu życiowego. Osoby mające niską tolerancję ryzyka w ogóle nie powinny rozważać samodzielnego inwestowania na rynkach finansowych. Dla nich przeznaczone są produkty depozytowe (lokaty, konta oszczędnościowe), obligacje skarbowe (np. indeksowane inflacją) czy ewentualnie długoterminowe produkty emerytalne, jak IKE i IKZE. Inwestujecie? Jak zabezpieczacie swoje portfele przed atakami? Korzystacie ze sposobów, które przedstawiłem w tym artykule? Dajcie znać w komentarzach. Karolina Pisarek pochwaliła się, jakie kwoty znalazła w kopertach ślubnych i przelewach od gości. Izabela Janachowska przypomniała modelce, co jest ważne w dniu ślubu. Po jednym z najgłośniejszych wesel w polskim show-biznesie Karolina Pisarek ujawniła, jak hojni okazali się jej goście. Modelka zdradziła, że otrzymała dziesiątki tysięcy złotych zarówno w kopertach ślubnych, jak i przelewach. Nie wszystkim jednak spodobało się to, że gwiazda tak otwarcie chwali się pieniędzmi. Uczestniczka piątej edycji "Top Model" przyznała, że wraz z mężem zapisywała kwoty w notatniku. Niektórzy uznali, że wywiad, którego udzieliła modelka, był... niesmaczny. Szczerość Karoliny Pisarek zaczęła być komentowana w mediach nie tylko przez fanów, ale również inne znane osoby z polskiego show-biznesu. Ostatnio ekspertka ślubna, Izabela Janachowska odpowiedziała, czy młoda para powinna mówić na forum o prezentach ślubnych. Izabela Janachowska komentuje temat "kopert" po weselu Karoliny Pisarek Niedawno Karolina Pisarek opowiedziała o prezentach ślubnych, jakie otrzymała po weselu z Rogerem Sallą. Modelka zdradziła, że niektórzy goście byli bardzo hojni. W jednej z kopert znalazła nawet 20 tysięcy złotych. Co ciekawe, nie jest to najwyższa kwota, jaką dostała para młoda. Dziennikarze portalu Plejada postanowili zapytać Izabelę Janachowską o to, czy w dobrym guście jest mówić o podarunkach ślubnych. Zobacz także: "Taniec z gwiazdami": Znamy cały skład 13. edycji. Ostatni uczestnik to wielkie zaskoczenie! EOS Decyzja o tym, o czym decydujemy się mówić publicznie, to indywidualna sprawa każdego z nas. Warto jednak pamiętać, że w świetle prawa prezenty ślubne to darowizna, podlegają więc opodatkowaniu. Otrzymane upominki trzeba zgłosić w Urzędzie Skarbowym, jeśli przekraczają tzw. kwotę wolną od podatku. Zgodnie z prawem mamy na to miesiąc od chwili przekazania prezentów. Nieco inaczej przedstawia się sytuacja, kiedy upominki przekazują najbliżsi: rodzice, dziadkowie, rodzeństwo — w takim przypadku czas na zgłoszenie darowizny wynosi sześć miesięcy, a otrzymana kwota jest zwolniona z podatku - ujawniła Izabela Janachowska. Temat wesel i pieniędzy wywołał niemałe zamieszanie. Karolina Gilon otwarcie skrytykowała Karolinę Pisarek za podanie kwot, jakie modelka otrzymała od przyjaciół i rodziny. Część internautów uważa, że chwalenie się tym jest niepotrzebne. Izabela Janachowska natomiast przyznała, że koperty - a dokładnie ich zawartość - często są źródłem presji oraz nieporozumień. EOS To, jaka kwota powinna znaleźć się w kopercie, to jedno z najczęściej wyszukiwanych haseł w sezonie weselnym. Prezenty ślubne to nie jest — w moim odczuciu — temat, który podlega kategorii "wypada/nie wypada". Każdy może podarować młodej parze tyle, na ile go stać i ile uważa za słuszne - wyjaśniła. Niestety często właśnie z powodu presji goście odmawiają przyjścia na uroczystość, obawiając się, że nie stać ich na odpowiedni prezent, a nie to powinno być kluczowym elementem decyzji - dodała. Ekspertka ślubna przypomniała, że nie powinniśmy poddawać się presji i do prezentów ślubnych należy przede wszystkim podchodzić z rozsądkiem. Podkreśliła też, że ostatecznie to dobra zabawa i czas spędzony z bliskimi mają w tym dniu największe znaczenie. EOS Zobacz także: Karolina Pisarek z mężem na spacerze z psem! Niedawno fani spekulowali o jej ciąży... [ZDJĘCIA PAPARAZZI] Jak już wspomniałam, prezenty to miły gest, jednak nie są w tym dniu najważniejsze. Jeśli sytuacja finansowa na to nie pozwala, nie należy, w myśl zasady "zastaw się, a postaw się" nadwyrężać domowego budżetu. W tym dniu najważniejsza jest obecność i wspólna celebracja miłości, a nie to ile znalazło się w kopercie - powiedziała na koniec. Myślicie, że Karolina Pisarek powiedziała zbyt wiele? EOS EOS EOS EOS Fot. Thinkstock Kiedy wchodzimy w związek, nasze życie całkowicie się zmienia. Musimy zacząć się liczyć ze zdaniem faceta, nauczyć się sztuki kompromisu i znajdować czas na spotkania. Nawet największe uczucie zanika, gdy nie jest pielęgnowane, więc w ferworze szczęścia nie zapominaj, że musisz dbać o to, co dostałaś od losu. To naturalne, że każdy popełnia błędy i ma wady, ale ze wszystkich trzeba wyciągać wnioski. Niestety często dopuszczamy się czynów oraz zachowań, które mogą mieć poważne konsekwencje. Piękna relacja zamienia się wtedy w koszmar, a uczucie miłości zastępują wzajemne pretensje, złość oraz gniew. Od tego już niedaleko do zakończenia związku. Podpowiadamy, jakie największe grzechy popełniamy, będąc w związku. Zanim pomyślisz, że Ciebie na pewno nie dotyczą, przeczytaj i zastanów się. Zrobiłyśmy mały wywiad wśród zaprzyjaźnionych par i okazało się, że 99% z nich ma je na sumieniu. Dzięki świadomości będziesz mogła ich uniknąć. Fot. Thinkstock Zaborczość Nikt nie chciałby zostać schwytany w klatkę i być przetrzymywany w niej niczym ofiara na ścięcie. Tak właśnie czują się faceci, kiedy jesteś zbyt zaborcza. Mają wrażenie, że zaraz się uduszą i będą szukali ucieczki. Szpiegowanie, wypytywanie o wszystko i wszystkich zniszczą nawet największe uczucie. Fot. Thinkstock Zbyt duża swoboda Pokazywanie się facetowi w papilotach, siusianie przy nim, regulowanie brwi oraz wszystkie czynności, które mają raczej intymny charakter, nie powinny mieć świadków. Żadnych. Nie sugeruj się infantylnym myśleniem, że jesteście jednością, niczego nie musicie przed sobą ukrywać, że to ludzkie sprawy itd. Facet ma Cię widzieć piękną i zadbaną, ale nie powinien wiedzieć, jak dużo zachodu to wymaga. Każdy musi oddawać mocz, ale zobaczenie czegoś podobnego na własne oczy zabija romantyzm… Szalejesz za swoim facetem, ale spróbuj go sobie wyobrazić siedzącego na sedesie. Dalej jest taki ponętny? Na pewno nie, więc już wiesz, co sobie pomyśli, kiedy Ty będziesz to przy nim robić. Facet nie ma wstępu do takiej sfery Twojego życia. Fot. Thinkstock Brak dbałości o romantyzm w związku Problem z tym mają zwłaszcza osoby z długim stażem. Są ze sobą tak długo, że bardziej czują się jak para przyjaciół niż dwoje szalejących za sobą z miłości ludzi. Problemy dnia codziennego, niepewność o przyszłość, rutyna oraz przyzwyczajenie robią swoje. W takim przypadku nie ma lepszego rozwiązania niż zadbanie o stworzenie romantycznych sytuacji. Nie musi to być nic wymyślnego, ale wyjście do restauracji raz na jakiś czas czy wspólny wyjazd pozwolą na odświeżenie uczucia. Fot. Thinkstock Strzelanie focha Strzelanie focha jest po prostu dziecinne i mężczyzna, widząc takie zachowanie, dojdzie do wniosku, że jesteś bardzo niedojrzała. Dorośli ludzie z reguły rozwiązują konflikty za pomocą rozmowy. Tego się trzymaj. Zrobisz na nim większe wrażenie, jeżeli przyjmiesz problem `na klatę`, będziesz unikać gwałtownych emocji i zachowasz chłodny, wyważony ton. Fot. Thinkstock Brak dbałości o wygląd fizyczny Nieważne, jak długo jesteście ze sobą: 2 miesiące czy 6 lat - Ty musisz dbać o siebie tak samo. Nie ma nic gorszego niż pokazywanie się facetowi w porozciąganych dresach, przetłuszczonych włosach czy zaniedbanych paznokciach. Nagłe przeistoczenie pięknego łabędzia w brzydkie kaczątko będzie dla niego szokiem, chociaż nic Ci nie powie wprost. Nie łudź się, że czasami zdarza Ci się takie zaniedbanie i nic się nie dzieje. Być może on jest już w trakcie poszukiwania kogoś innego… Fot. Thinkstock Marudzenie i pretensje Faceci zapytani przez nas, czego najbardziej nie lubią w zachowaniu kobiet, odrzekli, że marudzenia. Takie zachowanie jest bardzo męczące i powoduje, że oni mają nas dość. Słysząc dobrze znaną tyradę narzekań oraz pretensji, myślą tylko, jak tu najszybciej uciec… Mężczyźni lubią towarzystwo kobiet, które są pogodne i wesołe. Fot. Thinkstock Próba zamiany faceta w inną osobę Jeżeli myślisz, że on zmieni się pod wpływem związku z Tobą, to zwyczajnie jesteś naiwna. Faceta można nauczyć niektórych rzeczy, jak np. dbanie o porządek, ale nie łudź się, że zmienisz jego przyzwyczajenia, charakter i osobowość. Po pierwsze on będzie czuł się z tym okropnie, po drugie jest to po prostu niemożliwe. Musisz zaakceptować go takim, jaki jest. W innym wypadku on odejdzie, bo będzie wykończony Twoim zachowaniem. Zobacz także: 7 łóżkowych pozycji, które pomogą Ci się zakochać! Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia Najczęściej używanie przekleństw traktowane jest jako objaw niechlujstwa językowego. Fakty są jednak inne. Emma Byrne, autorka książki “Swearing Is Good for You: The Amazing Science of Bad Language” odkrywa przed nami bardzo praktyczne zalety ostrego języka. Opowiedziała o nich redakcji National Geographic. Simon Worrall, National-Geographic: Pisze Pani, że jest dumna z talentu do kwiecistego i odpowiedniego do chwili przeklinania. Proszę opowiedzieć o swoim zainteresowaniu brzydkimi słowami i co z tego może wynikać dla nas dobrego? Emma Byrne, Moje pierwsze wspomnienie kary za przeklinanie pochodzi z chwili, gdy nazwałam brata “pizdą” (ang. - twat), które myliłam z innym wyrazem ( ang. twit – głupek, cymbał). Miałam mniej więcej osiem lat, mój brat chodził do przedszkola. Mama stanęła jak wryta, a potem dostałam po uchu. Wtedy zrozumiałam, że pewne słowa mają znacznie więcej mocy niż inne, a głupia zmiana samogłoski potrafi sprawić, że wypowiedź nabiera mocnego emocjonalnego charakteru. Zawsze ciekawiło mnie to, o czym mówiono, że nie powinnam się tym interesować. Dlatego właśnie trafiłam do miejsca zdominowanego przez mężczyzn. Kiedy mówiono mi “to nie dla ciebie” musiałam poznać jak najwięcej. - Moja relacja z przeklinaniem to właśnie tego przykład. Zdarza mi się używać przekleństw by określić swoją pozycję bliżej kolegów (niż koleżanek – przyp. red.), coś jak chwalenie się znajomością zasad spalonego w piłce nożnej. To takie upewnianie się, że nie jestem kimś dziwnym i obcym tylko na podstawie mojej płci. Istnieją badania z Australii i Nowej Zelandii pokazujące, że przeklinanie wśród bliskich znajomych jest oznaką wzajemnego zaufania. Widać to choćby w transkrypcjach rozmów badanych przypadków w branży produkcji i IT, gdzie w żartach odchodzi się od grzecznego języka i właśnie to pokazuje zaufanie w zespole. - Jednym ze sposobów wytłumaczenia tego jest fakt, że przeklinanie ma zawsze charakter emocjonalny. Użycie przekleństwa potrafi pokazać jak dopasowujesz się do cudzej osobowości. Czy mężczyźni zawsze przeklinali więcej od kobiet? - Oczywiście, że nie! Historycy zajmujący się językiem angielskim opisują jak kobiety bywały chwalone za umiejętności w tworzeniu wyjątkowo wyrazistych przekleństw i wiązanek aż do około 1673 roku, gdy opublikowano książkę Richarda Allestree “The Ladies Calling”. Autor pisze w niej, że przeklinanie jest czymś podobnym dla kobiety jak posiadanie brody, czy bezpłodność – to cecha odbierająca jej kobiecość. Niestety dzisiaj stoimy w tym samym miejscu. Choć kobiety wydają się mniej przeklinać – badania pokazują coś zupełnie innego. Klną tak samo, ale niestety są dużo surowiej oceniane, a to ma dalsze implikacje społeczne. Zafascynowało mnie to, że nie tylko ludzie przeklinają – naczelne także to robią! Proszę opowiedzieć o projekcie Washoe. - Na wolności szympansy znaczą swoje terytorium za pomocą odchodów, używają ich także do okazywania niezadowolenia. Tak więc jeśli próbujesz ich uczyć języka gestów zaczynach od treningu z nocnikiem. Podobnie jak u ludzkich dzieci – kończy się to wprowadzeniem tabu ekskrementów. W projekcie Washoe znak słowa “brudne” polegał na podparciu pięścią podbródka. Po krótkim czasie naukowcy zaobserwowali, że szympansy zaczęły używać znaku w taki sposób, w jaki ludzie używają przekleństw. Washoe była szympansicą zaadoptowaną adoptowaną w latach sześćdziesiątych przez R. Allena Gardnera i Beatrix T. Gardner. Potem trafiła do naukowca nazwiskiem Roger Fouts, gdzie w waszyngtońskim ośrodku badawczym była przewodniczką dla trzech młodszych szympansow; Loulis, Taty i Dar. Sprawdzano, czy szympansy będą przekazywać sobie język z pokolenia na pokolenie, co przyniosło pozytywny rezultat. Ale to nie wszystko: powiązały tabu toaletowe ze słowem “brudny” jako czymś wstydliwym. Zaczęły używać go by wyrażać wściekłość, zupełnie jak przekleństwo. Gdy Washoe i inne szympansy były naprawdę zdenerwowane przykładały pięści do podstaw szczęk, aż można było usłyszeć dźwięk szczękania zębów. Washoe i inne pokazywały wiadomości w rodzaju “Brudny Roger!” albo “Brudna małpa!” gdy były rozgniewane. To nie ludzie ich tego nauczyli. Same zinternalizowały tabu, powiązały je ze znakiem w języku i nagle słowo zyskało potężną moc – można nim było rzucić tak samo jak odchodami. Mówi Pani, że przeklinanie jest jak system rozpoznania tego co w danej kulturze podlega tabu. - Przykładem, który większosci anglojęzycznych czytelników będzie bliski (także polskojęzycznych – przyp. red.) jest pojęcie bluźnierstwa. To język, który nie pojawi się w telewizji i mediach. W USA “słowo na n” (nigger – czarnuch – przyp. red.), które kiedyś znajdowało się w tytule popularnej książki Agathy Christie, czy w wierszyku dla dzieci, obecnie jest tabu ponieważ jest symbolem rasizmu i bolesnej historii niewolnictwa i cierpienia afroamerykanów. W niektórych społecznościach używa się go by stać się odpornym na obrazę – anektuje się dane słowo, by nie mogło być bronią przeciwko nam (polskich przykładów także nie brakuje – choćby nazwanie bojówki kibiców krakowskiej Cracovii “Jude Gang” jako rozbrojenia obrazy jaką dla tej grupy jest nazwanie kogoś Żydem – przyp. red.). To tylko przykład słowa, które wypadło z literatury i codziennych rozmów, weszło w obszar słów niewypowiadalnych. Podobne mechanizmy działają dla całej ludzkości.

czy chwalenie się jest grzechem